Apocalyptica - 7th Symphony

Choć od jakiegoś czasu zasłuchuję się w muzyce Czeskiej, Słowackiej, a także z krajów byłej Jugosławi, to na nowy album Apocalyptiki - 7th Symphony, czekałem od momentu ogłoszenia nad nią prac przez zespół. Jest we mnie jakiś pociąg do muzyki smyczkowej, szczególnie tej ostrzejszej - Apocalyptica to mój ulubiony zespół, a i nie gardzę wszelkimi innymi smyczkowymi muzykami. Tak więc jeszcze prze premierą zamówiłem sobie wydanie specjalne, licząc, ze tym razem Empik nie zamiecie mojego zamówienia pod dywan, jak to miało miejsce przy Worlds Collide.

I na szczęście nie zamiótł, po odebraniu zamówienia i włożeniu do napędu, rozpocząłem odsłuchiwanie albumu w pełnej, specjalnej, okazałości...

Przez pierwsze trzy sekundy zastanawiałem się o co chodzi? Dźwięk przypominał raczej piski z głośników podczas podłączania sprzętu. Ale chwilę później się zaczęło właściwe granie - "At the gates of Manala". Manala (Tuonela) - w mitologii fińskiej kraina umarłych, podziemie. I taka też jest ten kawałek - mroczny, niespokojny... utwór posiada podniosłe zakończenie, które mi osobiście skojarzyło się z przedzierającym się przez chmury słońcem.

Następny jest dostępny już od jakiegoś czasu "End of Me" z wokalistą Gavinem Rossdalem.

Kolejnym kawałkiem jest "Not Strong Enough" do którego śpiewa Brent Smith. Jest to w zasadzie rockowa ballada która przypomina typowe utwory amerykańskie tego typu. Mimo to, przyjemnie się słucha tego kawałka.

Następnie w marszu wchodzi "2010" z Davem Lombardo na perkusji i stylem przypomina te właśnie utwory, na których Apocalyptica wprowadziła perkusistę po raz pierwszy, w albumie Reflections.

"Through Paris in Sportscar" chyba wcale nie przypomina jazdy sportowym samochodem. Przynajmniej ja nie mogłem sobie wyobrazić. Utwór jest zdecydowanie zbyt smutny i wolny jak na jazdę samochodem. Z drugiej strony, może tak się właśnie jeździ przez Paryż samochodem sportowym? I chociaż jest ryk silnika, to jednak brak poczucia prędkości, a całe tło przejażdżki jakoś zwalnia...

Następnie odwiedza nas "Beautiful" spokojny utwór przy którym można się przyjemnie zrelaksować po tej dziwnej jeździe przez Paryż. Zdecydowanie nie jest to utwór do samochodu. Szkoda tylko, że taki krótki.

"Broken Pieces" to utwór do którego nas "Beautiful" wprowadza. Kolejny utwór śpiewany, tym razem z udziełem Lacey Mosley. Utwór z charakterem (choć który u Apocalyptyki taki nie jest), posiada szczególnego rodzaju charyzmę, jaką u Apocalyptyki tylko wokalistki są w stanie wydobyć.

W kolejnym utworze, ciągle pozostajemy w Paryżu, tym razem w "On the rooftop with Quasimodo" Eicca z kompanią wchodzi na dach posiedzieć z Quasimodo. miejscami chyba najbardziej z dotychczasowych utworów przypominał mi "At the gates of Manala". Zupełnie, jakby muzycy utożsamili Paryż z tym Fińskim podziemiem z legend - to z kolei samo z siebie narzuciło mi skojarzenie z filmem Vidocq (do którego też nagrali swego czasu kawałek - Hope vol. 2 - jeden z pierwszych z udziałem wokalu).

"Bring them to light" - to utwór który najmniej mi się podoba. Śpiewa tutaj Joe Duplantier i mi osobiście trudno przyswoić ten typ śpiewu - coś al`a rzyganie do mikrofonu, nawet jeśli jest to melodyjne rzyganie.

Następnie rozbrzmiewa "Sacra", w miarę spokojny i przyjemny, choć mroczny utwór. Szczególnie uwypuklone są niskie dźwięki wiolonczel.

"Sacra" przechodzi w "Rage of Poseidon" bez żadnej przerwy, czy zauważalnej różnicy. Od początku utwór buduje napięcie. Jakby spoglądał na nas rozgniewanym, czy może wściekłym wzrokiem Posejdon zastanawiając się jaką karę by wymierzyć... po czym wściekle atakuje. Utwór kończy się w podobnych tonach, jak się zaczyna, z tym, że w głowie miałem raczej rozgniewanego Posejdona odchodzącego w głębiny pozostawiając pobojowisko.

Album kończy się utworem "The Shadow of Venus", nie spieszącym się nigdzie. Trochę mi się kojarzył z zakończeniem "Katedry" Bagińskiego - to co się miało stać, się stało, i nic już na to nie poradzimy.

Podsumowując album, mogę powiedzieć, że przyzwoity, nieco inny niż poprzednie, ale nie uszeregowałbym go na pierwszym miejscu. Jeśli miałbym 7th Symphony komuś polecić, to tylko ze względu na niesamowitą muzykę, jaką tylko instrumenty smyczkowe potrafią wytworzyć. Poza tym... World Collide - poprzedni album, jest zdecydowanie bardziej godny polecenia komuś, kto Apocalyptyki nie słuchał.

Wydanie specjalne posiada jeszcze płytkę DVD z nagraną sesją studyjną 6 utworów Apocalyptyki. 6 utworów to:

  • Beautiful
  • Not Strong Enough
  • End of Me
  • I Don't Care
  • Sacra
  • Bittersweet

W trzech z nich: Not Strong Enough, End of Me, I Don't Care śpiewa Tipe Johnson, ale pasuje tylko do Not Strong Enough. Z kolei Bittersweet jest wykonywany bez udziału żadnego wokalisty - głos zastępuje jedna z wiolonczel grająca niskimi dźwiękami. Sam pomysł takiego nagrania jest ciekawy. Niewielkie studio z klimatem - stylowo wykończone, z organami. Cała aranżacja przypomina jeden z pierwszych klipów muzycznych, który nagrywany był chyba w szkole muzycznej, w której członkowie Apocalyptyki się uczyli.

Komentarze

Comments powered by Disqus